Opiszę najpierw sytuację.
Pewna dama leci do Polski z przesiadką. W sumie dwa samoloty, dwie odprawy
lotniskowe w dobie rzekomej zarazy. Na miejscu, już w Warszawie, przesiadka do
autobusu i trzy godziny podróży do punktu docelowego.. Przed odjazdem autobusu
piętnaście minut czasu wolnego. No to wypada wezwać warszawską siostrę na
spotkanie. Na lotnisku – bo gdzie by indziej? I siostra jedzie…
Czy nie lubię ludzi? Nie.
Nie lubię głupich planów, nie znoszę takiego kreowania rzeczywistości, które
nie uwzględnia jakiejkolwiek pomyłki czasowej. Przede wszystkim zaś nie lubię wtłaczania bliźnich w scenariusz pospieszności i bylejakości. Mali bogowie
zdecydowali… Chciałoby się powiedzieć wprost – a pocałujcie wy się w tę swoją boską
dupę! Czy było inne rozwiązanie? Było sto innych rozwiązań. Ale stare nawyki
zwyciężyły po raz kolejny.
Czy ktoś, kto pisze kiepskie wiersze, ale wydaje to w postaci książek zatytułowanych „Mój poetycki dorobek”, kto usiłuje zadziwić zgromadzonych na kameralnym spotkaniu grą na gitarze, a grać nie umie ni w ząb, kto źle rysuje i ma mocno zakłócone poczucie humoru – powinien spotkać się z jasno wyrażoną opinią o tych swoich wysiłkach? Powinien. Czy autorka podróżniczych scenariuszy wyciągniętych spod przepoconej pachy winna dowiedzieć się, że jest głupią pipą, a nie boginią starowności i planistyki? Odpowiedzcie sobie sami. Ja mówię to głośno i wprost. Pewnie dlatego przybito mi na czole tabliczkę „Nienawistnik”. W porządku, przeżyję. Nawet jeśli ceną jest pustka wokół.
M.Z.
Fot. warszawa.mojemiasto.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz