czwartek 29 2021

Mali bogowie


 

Opiszę najpierw sytuację. Pewna dama leci do Polski z przesiadką. W sumie dwa samoloty, dwie odprawy lotniskowe w dobie rzekomej zarazy. Na miejscu, już w Warszawie, przesiadka do autobusu i trzy godziny podróży do punktu docelowego.. Przed odjazdem autobusu piętnaście minut czasu wolnego. No to wypada wezwać warszawską siostrę na spotkanie. Na lotnisku – bo gdzie by indziej? I siostra jedzie…

Czy nie lubię ludzi? Nie. Nie lubię głupich planów, nie znoszę takiego kreowania rzeczywistości, które nie uwzględnia jakiejkolwiek pomyłki czasowej. Przede wszystkim zaś nie  lubię wtłaczania bliźnich w scenariusz  pospieszności i bylejakości. Mali bogowie zdecydowali… Chciałoby się powiedzieć wprost – a pocałujcie wy się w tę swoją boską dupę! Czy było inne rozwiązanie? Było sto innych rozwiązań. Ale stare nawyki zwyciężyły po raz kolejny.

Czy ktoś, kto pisze kiepskie wiersze, ale wydaje to w postaci książek zatytułowanych „Mój poetycki dorobek”, kto usiłuje zadziwić zgromadzonych na kameralnym spotkaniu grą na gitarze, a grać nie umie ni w ząb, kto źle rysuje i ma mocno zakłócone poczucie humoru – powinien spotkać się z jasno wyrażoną opinią o tych swoich wysiłkach? Powinien. Czy autorka podróżniczych scenariuszy wyciągniętych spod przepoconej pachy winna dowiedzieć się, że jest głupią pipą, a nie boginią starowności i planistyki? Odpowiedzcie sobie sami. Ja mówię to głośno i wprost. Pewnie dlatego przybito mi na czole tabliczkę „Nienawistnik”. W porządku, przeżyję. Nawet jeśli ceną jest pustka wokół.

M.Z.

Fot. warszawa.mojemiasto.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz