Tak, kopia ze
zhakowanej strony, publikacja oryginału w kwietniu tego roku. Ale treść jak
najbardziej aktualna, więc nie mam wyrzutów sumienia.
Męski, przenikliwy i
mądry?
To nie o powyższej
fotce Mussoliniego, ale o zdjęciu z ostatniego oficjalnego wpisu. Zresztą
poprzednie nie były inne. Model kreacji dokładnie ten sam.
Wolno obiektowi
uprawiać taką kreację? Pewnie że wolno! Tak o sobie myśli, tak sam siebie
chce prezentować mieszkańcom i wyborcom – więc nie ma sprawy. Ale
ponieważ jest to osoba publiczna, nie podlegająca takim obostrzeniom
dyskursywnym, jak dajmy na to prywatny Kowalski – pozwolę sobie na kilka uwag.
Dwie pierwsze najważniejsze. Strona najwyższego przedstawiciela
samorządu lokalnego to jednak nie forum wyboru Mister Universum. Tym
bardziej, że ów człowiek otwierając szereg Najdoskonalszych z miasteczka
występuje w ciągu postaci wcale nie cieszących się w mieście powszechnym
uznaniem, a w czynach akceptacją. Tradycja? Owszem – tak było za poprzednika,
tak jest dzisiaj. Nihil novi sub sole. Na kogo zatem pomnikowy
osobnik liczy? Przy najbliższych decyzjach, może z okazji najbliższych wyborów…
Tu łatwo byłoby popaść w spekulację, gdyby nie… No właśnie – gdyby nie inne
zdjęcie, z innego lokalnego „publikatora”. Tam kryje się odpowiedź.
To właśnie
druga najważniejsza uwaga. Oto bowiem mamy na owej stronie sieciowej, działa w
tym samym miejscu na mapie, fotkę przedstawiającą kontekst myślenia Władcy. Schody do
Urzędu, Archikrator, obok wianuszek jak rozumiem wiernych pretorian. Słowem:
ludzi zależnych od szefa, on decyduje o ich angażach, on im płaci. Ostatnie
wybory oparto podobno na zdobywaniu elektoratu młodzieżowego, w dużej części
piłkarskiego. Też zależnego, bo bez dobrych trampek i gaci nie da się grać w
piłkę kopaną. A trener załatwiał to podobno jednym telefonem. Być może tak
było. A jednak moim zdaniem to nie cała wyborcza prawda. Brakuje w
niej bowiem opisu elementu dodatkowego: elektoratu pań w wieku jeszcze
produkcyjnym i tuż po-produkcyjnym. Silny, przenikliwy i mądry kandydat, tak
przecież uważają, taką narrację mu suflują, pokona wszystko i wszystkich… Może
uwieść? Oczywiście uwieść politycznie. Może. Zresztą uwiódł, więc nie
polemizujmy z faktami. Kreacja okazała się skuteczna, więc po co zmieniać model
PR-u? A to, o czym się publicznie nie mówi przecież nie istnieje, prawda?
To o gościu, który w
wysoce urzędowym piśmie powołał do życia Polskę C. Liczy na zmianę
decyzji podejmowanych w mitycznej Centrali? Szczerze mówiąc wątpię. Liczy
raczej na rozgłos co najmniej lokalny i być może parę okruszków z pańskiego
stołu. A jednak to próba wdrapania się piętro wyżej w politycznych gierkach.
Jak się to skończy? Wieszczę, że niedobrze.
I już zupełnie na
marginesie – czy to przypadkiem nie jest Narcyz? Opisywałem tych
dewiantów w poprzednich felietonach. Nazywałem po imieniu ludzi uwielbiających
otaczać się lustrami oczu innych ludzi. Od razu po objęciu urzędu ujawniły się
najgorsze cechy tego szczególnego charakteropaty. Zaczęły się zwolnienia. Nie,
nie ludzi leniwych, nieefektywnych, po prostu kiepskich. Ludzi, w oczach
których nie znalazł Absolutnego Uznania. Na miejscu wiedzą lepiej o tych
egzekucjach. Udanych i nieudanych, to bez znaczenia, bo i tak za wszystko
zapłaciła publika czyli wyborcy i podatnicy. Na miejscu orientują się kto i za
co miał szansę na „pójście w górę”. Najpoważniejszy pracodawca miasteczka
pokazał wprost: „kto nie z Mieciem tego zmieciem”. Czy reszta zaczęła się bać?
Bo jeśli tak – to jaki to miało wpływ na ich dalsze działania?
Kto dzisiaj wejdzie w
alianse z szaleńcem, który już wszczął wojnę z wojewodą, tylko proszę mi nie
mówić, że zawetowane przez wojewodę lokalne decyzje to pryszcz, a nie pierwszy
atak – a potem z przedstawicielem rządu centralnego? Wymowni Francuzi powiadają
w takich sytuacjach „cherchez la femme”, jeśli nie widać przyczyny
jakiejś sprawy szukajcie kobiety. Macie kłopoty ze znalezieniem co najmniej
dwóch najpotężniejszych sprężyn tego szalonego ruchu?
M.Z.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz