niedziela 12 2021

Znowu na nie?

 



Perturbacje administracyjno-samochodowe… Pewnie mało to kogo obchodzi. Słusznie. Wkurza się właściciel, a to nie ma większego znaczenia dla reszty świata. Co innego urzędnicy w wydziałach komunikacji. Jak traktują ludzi? Pozornie normalnie. W istocie jak nadzorcy w jakimś obozie pracy. Jeśli cokolwiek im się nie zgadza, bez znaczenia, że to tylko taka ich imaginacja – zostajesz skierowany bratku po raz kolejny do kolejki. Co zrobisz by naprawić rzekomą niedoskonałość jakiegoś wpisu to już twoja sprawa. W najgorszym wypadku wrzucisz auto do Wisły i zawiadomisz policję. Ubezpieczyciela też, choć tu odszkodowanie ci się z polisy OC nie należy. Ale jeśli nie zawiadomisz – kara pewna! Wydział komunikacji, wszak tablice rejestracyjne to ich własność, nie twoja. Spóźnisz się? Kara finansowa. Nie, nie chce już mi się o tym pisać. Państwo tak dawno stało się opresyjne, że właściwie nikt już nie pamięta kiedy. Syndrom powoli gotowanej żaby. Ugotowali nas bo nie wyskoczyliśmy z gara w porę. Dla jakiegoś wyimaginowanego dobra daliśmy się zgłupić, omamić, otumanić. Prawdziwym przekręciarzom w umowach i dokumentach wszystko się zgadza. Reszta może iść do diabła. To trochę jak z gangsterami na pełen etat. W dupie mają  pozwolenie na broń. Wsadzają spluwy do kieszeni i niech się reszta martwi.

Od ponad 35 lat jeździłem z Warszawy do Ostrowca Świętokrzyskiego. Droga była w miarę prosta. Teraz „uprościli” ją tak, że można cholery dostać. Ale co ciekawsze dokładnie wszystkie wgrane w kilka telefonów aplikacje nawigacyjne każą wam w pewnej chwili zjechać ze szlaku. Po to tylko, by wykonać jakiś kompletnie bezsensowny kwadracik objazdu czy cholera wie czego jeszcze. Hołowczyc w Auto-mapie pierniczy jak potłuczony kierując was w niepotrzebne „zboczenie” z trasy, reszta nie lepsza. Atlas samochodowy? Owszem mam kilka takich. Wszystkie przeterminowane i nieaktualne. Pokazują świat, którego już nie ma. Czy dlatego, że mamy na siłę przyzwyczajać się do „nowego”? Jakie wyjście? Ludzka pamięć. Starzeję się, a masa informacji rozsadza już mózg, bo nie da się tego „narządu” tak łatwo zresetować, jak smartfona. Ile ci apostołowie nowoczesności zmarnowali już pieniędzy, ludzkiego wysiłku w dezorientowaniu reszty świata, niepotrzebnie wylanego asfaltu i tak dalej?

O elemencie podobno cygańskim, czyli włóczęgowskim – lubię oglądać w sieci logi podróżnicze. Królują w nich posiadacze camper-vanów, w wielu przypadkach budowanych samodzielnie. Czyli przerabianych na przykład z dostawczaków. Zadziwia ilość przemyślnych rozwiązań, ogrom tytanicznej pracy włożonej w skonstruowanie takiego domu na kółkach, poświęconego im czasu. Pierwsza prawda: ci ludzie nigdzie nie pracują etatowo. Choć utrzymują, że praca może być też zdalna, albo wykonywana na miejscu, czyli w vanie albo rozłożonym obok namiocie. Może to i prawda, choć szczerze wątpię, by dało się na tym zarobić normalnie ponad STO TYSIĘCY ZŁOTYCH. A za mniej można marzyć o przeróbce Malucha na auto podróżnicze – co jest absurdem oczywistym. Druga prawda: kasa włożona w miejsce do spania, ogrzewanie, jakie takie utrzymanie stanu technicznego pojazdu w granicach akceptowalnej normy i pokrewne duperele WYKLUCZAJĄ zadbanie o dobry sprzęt nagraniowy. Jak nie obraz kiepskiej jakości, to dźwięk kompletnie do dupy. Zwłaszcza ten ostatni element. Coś gdzieś brzęczy, coś stanowi tło kiepsko skomponowanych kadrów. Ale na dłuższą metę słuchać tego bełkotu po prostu się nie da. Są wyjątki? Ależ oczywiście są! Norwegię oglądałem ostatnio dwa razy. Najwyżej cenię parę zwaną Lisami w Raju czy vlog Casha. To porządna, doskonale nagłośniona robota dorosłych ludzi dla innych dorosłych ludzi. A problemy wychowawcze czy raczej niezauważanie problemów wychowawczych Kiki Świat ( po francusku nazywało by to się Kiki LeMonde i oczywiście najlepiej nadawało dla paryskiej kurtyzany) po prostu mnie nie interesują. Może w ogóle nie lubię cudzych dzieci?...

M.Z.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz