czwartek 07 2021

Szpetni ponad 20-letni

 

Szpetni ponad-dwudziestoletni?



 Czy interesuję się tylko polityką i tylko w kulawym wydaniu mazurskim? Oczywiście NIE! Lata temu zacząłem przyglądać się motoryzacji. Ale nie tylko pod kątem osiągów, techniki, ulepszeń i głośnego wydechu. Nawet jako młody człowiek wyżej ceniłem auto ciche i szybkie, niż głośno warczące i piszczące oponami na zakrętach. Samochód oglądałem pod kątem znaczenia motoryzacji dla zmian cywilizacyjnych. A że takowe następowały w rytm coraz potężniejszej motoryzacyjnej produkcji nikt chyba nie ma wątpliwości. Zaś gdyby nawet miał – niechaj przyjrzy się drogowej mapie takiej chociażby Ameryki czy Niemiec. I pomyśli, czy można dzisiaj nie zauważać milionów (a może i miliardów?) hektarów betonu i asfaltu. Zastanowi się jak bardzo cofnęli byśmy się do epoki kamiennej gdyby pewnego dnia po prostu wyparowały - zostawiając w tym miejscu potężne dziury i kałuże… W końcu kiedyś tak to właśnie było i wielu tamten świat uważa za lepszy. No cóż, etos rycerski nie powstał w dobie wieżowców...

 

Rozwój sieci jak to już opisywałem uruchomił potężne siły amatorskich żurnalistów motoryzacyjnych, ekspertów samochodowych i propagatorów motoryzacyjnych nowinek. Z jednej strony młodych, ale wiecznie naprężonych miłośników „poprawnej” polszczyzny, gdzie „Jaś kupywał chlebek”. O słowie KUPOWAŁ nie słyszeli, pewnie dziwoląg to jakiś. Druga strona takich głupot już nie popełnia, choć rzecz jasna do poprawności publicystycznej i merytorycznej dość im daleko. Okazało się bowiem, że nie wystarczy zakupić prostą kamerkę internetową i trzymając ją naprzeciw własnej twarzy w lewej ręce wygłaszać treści, za sprawą których ruszy na przykład monetyzacja na You Tube. Panowie zapomnieli o tym, że kamera nie wszystkich lubi, że bezlitośnie wyłapuje fałsz, że opowiadane dowcipy są jeśli nie trzeciej, to na pewno piątej kategorii – i pora przestać jeśli w ogóle chce się trwać. Telewizyjnych geniuszy – co mówię bez cudzysłowu – typu Profesora Chrisa z okolic Białegostoku jest… Tak: sztuk RAZ! Znakomicie zapowiadał się Zachar z Krakowa, postać sama w sobie unikalna – póki nie postawił jasno na coś, co podoba się coraz mniejszej grupie odbiorców. I co przeczy klasycznej motoryzacji, na której póki co wychowali się wszyscy. Chodzi oczywiście o samochody elektryczne. Zachar wykuł jednak wzór internetowo-telewizyjnej kultury. Co jak na informatyka jest moim zdaniem osiągnięciem kosmicznym i nie do podrobienia. Informatycy są z zasady technokratami... Ostatnio co prawda zaczął stosować w kolejnych nagraniach metody żywcem implementowane z podręcznika podrywacza (sztuczna modulacja głosu) – ale mam nadzieję, że niedługo da sobie spokój z tym patentem.

 

Nie chcę w tym miejscu dywagować zbyt obszernie na temat zakresu rzeczy i spraw, które wymienieni – ale nie tylko – panowie poruszają. Zachara nie interesują ciekawostki warsztatowe, w nich specjalizuje się Łysy Michu z Kościerzyny. Łysy połapał się zresztą na wartości Chrisa, który zajmuje się podobną tematyką, panowie zrobili razem ze dwa programy. I okazało się, że pasują do siebie jak pięść do nosa, nie warto tego ciągnąć dalej, bo będą straty po obu stronach. Ciekawostkami związanymi z bardzo niekiedy szczegółową historią motoryzacji zajmuje się niejaki Grzegorz w Motoryzacji Z Innej Perspektywy. Robi to bardzo, bardzo dobrze! Cała reszta jest równie sztuczna jak Kopiec Kościuszki w Krakowie, nie da się zaufać młodemu człowiekowi z programu Kameralnie, który ujeżdża auta w okolicach miliona złotych, a własnego Mercedesa ochrzcił imieniem Jessica. Cóż, zdecydowanie mu wolno. Podobnie jak mnie krytykować takie zabiegi… Małolat za kierownicą Porsche czy Lamborghini jest po prostu niewiarygodny. Myślicie, że tylko ja „tak mam”?

 


Dopływ nowej kadry… Owszem, istnieje. Kulturalny Jan Garbacz, niestety powierzchowny do bólu i nie dbający o takie detale, jak słyszalność ścieżki dźwiękowej nagrywanych filmów. To zresztą najmniejsza wada. Młody ów człowiek nie pojmuje, że poważny temat wymaga poważnego potraktowania. I prezentując dawno zapomnianą firmę NSU należy choćby wspomnieć o tym, że tak przeceniany w Polsce Volkswagen w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku przeżył rewolucję w konstruowaniu aut. Tylnonapędowe ich produkty, chłodzone jak to się wtedy powiadało „wichurą” czyli powietrzem, zastąpiły pojazdy z silnikiem umieszczonym z przodu i napędzającym przednie koła. Pęd wiatru zastąpiła ciecz. Spadło zużycie paliwa, hałas, szkodliwość spalin, wzrosło miejsce dla kierowców i pasażerów. Co ciekawsze nie stało się



tak w wyniku tytanicznej pracy inżynierów VW, ale podkupieniu właśnie NSU. W przejętym modelu Ro-80 oryginalny silnik Wankla zastąpiono rzędową czwórką i wpuszczono do salonów pod marką VW K 70. Tak narodził się pierwszy przednionapędowy Volkswagen. Detale, prawda? Ale za sprawą tych detali mamy dzisiaj w salonach to, co mamy. Z drobną korektą: tytanów z Europu powoli zastępują tytani z Azji. A polska policja drogowa szaleńców w Mercedesach czy Audi ściga nie Porsche, ale sedanem… Kia Stinger. Podobno wykonanym, a przede wszystkim skonstruowanym lepiej od dowolnej konkurencji. Który z panów youtuberów przedstawi to w całości i ciekawie?

 

M.Z

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz